trend report| lato w espadrylach
Paryż, 1960 r., targi mody Prêt-à-Porter. To właśnie wtedy 24-letni projektant Yves Saint Laurent zainteresował się ciekawym i nieznanym dotąd w świecie mody modelem obuwia produkowanym w słonecznej Hiszpanii przez małżeństwo Lorenzo i Isabel Castañer. Buty o jakich mowa to oczywiście espadryle. Ich historia, choć wydaje się dość krótka, sięga wstecz aż do XIII w. kiedy espadryle były najbardziej powszechne wśród katalońskiego chłopstwa. Wiązane na kostce z mocnego gatunku trawy (espart) szybko zyskały uznanie wśród wojskowych żołnierzy a nawet i kapłanów i stanowiły nieodzowny element codziennego ubioru. Jednak dopiero w latach 60-tych, kiedy Saint Laurent zamówił u państwa Castañer model na koturnie, espadryle stały się czymś więcej niż tylko niedrogim i praktycznym obuwiem na lato. W ślad za młodym wizjonerem poszli inni znaczący się wówczas projektanci i w szybkim czasie modne espadryle prezentowane były na wybiegach takich domów mody jak Hermès czy Louis Vuitton oraz w kolekcjach Christiana Louboutin’a. Do ich popularności w latach 40-tych i 50-tych przyczyniły się takie gwiazdy filmowe, jak Lauren Bacall, Grace Kelly czy Humphrey Bogart, a w latach 80-tych Sonny Crockett – postać grana przez Dona Johnson’a w kultowej serii „Miami Vice” ;-)! Wygodne espadryle nosił także Picasso! Dziś espadrylami nazwiemy każde wiosenne i letnie obuwie wyposażone w plecioną podeszwę – mogą być na płaskiej podeszwie, z otwartą piętą, peep toe, na koturnie, z ozdobnymi sznurkami lub klamerkami. Przyznam wam, Drodzy Czytelnicy, że nigdy wcześniej nie miałam espadryli w swojej szafie. Skąd więc ten post i zainteresowanie espadrylami? Po prostu wydają się być najlepszym rozwiązaniem na upalne lato :-)! Myślę o klasycznych modelach na płaskiej podeszwie, ale jak sami widzicie wybór jednego koloru lub wzorku wydaje się być nie lada zadaniem! Może więc skuszę się na dwie pary, kto wie ;-)? Lepiej napiszcie czy i wy macie już espadryle (jakie?), a jeśli nie czy rozważacie ich zakup na wakacje?
Wakacyjne espadryle (od góry, od lewej strony):
1. Espadryle Art of Soule (1/2/5/8/9/11).
2. Espadryle Havaianas (4/10/12/14).
3. Espadryle Little Marcel (3/7/13).
4. Espadryle Ikks (6).
5. Espadryle Oxbrow (15).
foto: fashion gone rouge, spartoo.pl
film| modne filmy na planete + doc film festival
Uwielbiam kino. Koniec i kropka! Bardzo często czerpię z filmów (różnych!) inspiracje (różne!) – nie tylko do kreatywnej „pracy” bloggera, ale również do mojego życia prywatnego. Nie muszę chyba dodawać, że oglądając filmy z przyjemnością – i głównie – przyglądam się przygotowanym kostiumom i charakteryzacji – kiedyś nawet marzyłam o takiej pracy ;-). I mimo, że romans mody z filmem trwa chyba od początku istnienia kinematografii, trudno uwierzyć, że rola kostiumu w filmie została doceniona dopiero po przeszło 20 latach wręczania najważniejszych nagród filmowych Akademii Filmowej! Ta czy owak, mam wrażenie, że moda i filmowe stylizacje odgrywają w filmie coraz większą rolę, budując wspaniały klimat wskazanej „rzeczywistości, w której dzieje się akcja oraz podkreślając charakter grających w nim postaci. Fani aktualnego serialu „Mad Man” wiedzą o czym mówię ;-)! Ale moda w filmie to również ciekawe dokumenty – o mistrzach krawiectwa, projektantach, fotografach i wreszcie kultowych modelkach. Cieszy mnie fakt, że nadal powstają takie produkcie, gdzie możemy przyjrzeć się sylwetkom osób podziwianych do tej pory w magazynach, przestudiować początki kariery i dalszy ich rozwój, spojrzeć na nich z trochę innej, bardziej intymnej strony. Część moich ulubionych dokumentów związanych z modą znajdziecie w poprzednim poście – polecam wszystkie pozycje! Dzisiaj natomiast, Drodzy Czytelnicy, rusza 9. PLANETE+ DOC FILM FESTIVAL (jeden z moich ulubionych), a w nim aż cztery dokumenty powiązane z tematyką mody! Poniżej trailery i opisy filmów – ciekawych, inspirujących, ale jak to w przypadku Planete + Doc bywa, także i tragicznych, pokazujących prawdziwe realia branży i nierzadko upadek jednostki. Jeśli nie uda się wam pójść na wszystkie seanse (bilety znikają w tempie ekspresowym), warto poszukać tych filmów na Amazonie lub „innych” stronach w internecie ;-)! Zainteresowani?
„Zachować Piękno”/ reż. Timothy Greenfield-Sanders
O filmie: Trzynaście legendarnych supermodelek, których debiuty przypadły na lata 1940-1980. Historia mody i modelingu, włożona w najpiękniejsze usta świata. Opowieść o trudnych początkach zawodu, gdy modelka kojarzona była z prostytutką, o pierwszych wielkich kontraktach i karierach, ale i ofiarach świata mody. O sławie, pieniądzach, dietach, narkotykach, mobbingu, AIDS. Niewątpliwie sprawdzony filmowy samograj. Jednak film jest przede wszystkim obrazem o pięknej twarzy, a nie jedynie “ładnej buzi”. O twarzy naznaczonej wiekiem, fascynującej w najróżniejszych minach i grymasach, nie zastygłej w botoksową maskę i dzięki temu zdolnej ukazywać jak wewnętrzne piękno, pomimo mijających lat, znajduje swoją zewnętrzną manifestację.
„Modelka”/ reż. David Redmon, Ashley Sabin
O filmie: Nowosybirsk. Ponury krajobraz industrialnego miasta w samym środku zimy. Kto nie chciałby uciec z tego miejsca do ekscytującego Tokio, aby tam w miesiąc zarobić więcej niż wynosi roczny przychód całej rodziny? Właśnie to pragnienie przywiodło dziesiątki młodych Rosjanek na casting do agencji Noah Models. Tak właśnie zaczyna się „Modelka” – najnowszy film duetu reżyserskiego: Ashley Sabin i Davida Redmona.
„Bert Stern. Prawdziwy Madman”/ reż. Shannah Laumeister
O filmie: Sophia Loren, Liz Taylor, Shirley MacLaine, Barbra Streisand, Madonna, Scarlett Johansson, Marilyn Monroe – wszystkie one znalazły się na zdjęciach słynnego amerykańskiego fotografa Berta Sterna. “Kochać się i robić zdjęcia – to bardzo zbliżone do siebie czynności, jeśli chodzi o kobiety” twierdzi Stern, który zdobył sławę dzięki tzw. sesji pościelowej z Marlin Monroe i zdjęciu “Lolita w okularach w serduszka”. Zostało ono użyte na plakacie filmu Stanleya Kubricka “Lolita”. Laumeister pokazuje nam historię mężczyzny, który czcił kobiety – swoje modelki i, wynosząc je na piedestał, stworzył z nich ikony stylu i mody. Jednocześnie jednak nie potrafił dzielić z nimi codzienności. Film przedstawia intymny i delikatny portret uwielbianego mężczyzny, który miał w życiu wszystko, ale który również stracił wszystko.
„Równowaga w nierównowadze”/ reż. Regine Lettner
O filmie: Miguel Adrover urodził się na Majorce, w rodzinie miejscowych rolników. W 1990 roku wyemigrował do Nowego Jorku, gdzie znalazł idealny grunt do tworzenia awangardowej kolekcji mody. W 2000 roku Androver wywołał sensację, gdy na nowojorskim Fashion Week zaprezentował odwrócony na lewą stronę płaszcz Burberry. Ten wyjątkowy pokaz spotkał się z doskonałym przyjęciem świata mody i pomógł w nawiązaniu partnerskiej współpracy z poważną firmą odzieżową. Niespełna rok później, szczęśliwy los zakończył się w życiu Androvera dramatycznie. 9 września 2001 roku, na dwa dni przed atakiem na wierze World Trade Centre, ekscentryczny kreator mody zaprezentował nową kolekcję, zainspirowaną tym razem Bliskim Wchodem. Niemal natychmiast okrzyknięto go sympatykiem terrorystów i w ciągu jednej nocy prysła nadzieja na dalszą karierę w USA, jak również na jakiekolwiek wsparcie finansowe.
wishlist| fluo-mania
Zielone szparagi, soczysty arbuz, słodka malina… Wraz z nadejściem sezonowych warzyw i owoców, wzrasta modowy instynkt ku soczystym barwom. Wszak trendy powracają, a moda na neony zdaje się trwać w najlepsze. Ale znacie mnie, Drodzy Czytelnicy, u mnie w szafie oprócz kobaltu raczej nie zagoszczą inne mocne kolory lata. Co innego z dodatkami, a dokładniej mówiąc z biżuterią ;-)! Ostatnio trafiłam na stronkę Kate&Kate (znacie?) i te śliczne kolczyki w neonowych odcieniach. Lubię taką klasyczną formę, niedużą zawieszkę i dodatkowe okrągłe kryształki. Myślę, że taki mały akcent potrafi świetnie ożywić stylizację i dodać jej nieco „pazura”. Gdybym się na nie zdecydowała, pewnie nosiłabym je do jeansów z bluzką lub czarnych tunik/sukienek. Wersja minimal jak zawsze ;-)! Jak uważacie – warto zainwestować w neonowe dodatki czy lepiej pozostać przy klasyce? No i najważniejsze pytanie – kto ma już coś (ubrania/dodatki) we fluorescencyjnych kolorach w swojej szafie? Piszcie!
1. Kolczyki Fluo Green, Kate&Kate.
2. Kolczyki Fluo Pink, Kate&Kate.
3. Kolczyki Fluo Lime, Kate&Kate.
trend report| modne plecaki górą!
Pamiętacie mój lutowy wpis o plecakach? Mimo, iż nie był to 1 września (bo w końcu luty ;-)), a zajęcia w szkole i na studiach trwały w najlepsze, na plecach modnych fashionistek nie dało się nie zauważyć praktycznych plecaków. Nie minęło kilka miesięcy i co ja widzę? Podczas australijskiego tygodnia mody wygodne plecaki zdobyły ulice Sydney! Na zdjęciach street style’owych możemy zauważyć plecaki wszelakich fasonów i stylów – od klasycznych skórzanych, przez sportowe oraz w modne kwiaty. Jeden z fajniejszych modeli tegorocznego sezonu należy do projektu Alexandra Wanga i taki z chęcią widziałabym w swojej szafie (plecak bardziej przypomina torbę-worek, ale jednak ma dwa paski na ramiona). Podobnie jak jego sportowy model Marti ;-)! Kiedy myślę o majowych wypadach na miasto plecak wydaje się być całkiem fajnym rozwiązaniem. I tak wszystkie potrzebne przedmioty na piknik lub grill z przyjaciółmi mogłabym spakować do dziewczęcego plecaka w kwieciste motywy z Asos; na siłownię wybrałabym różowy neonowy plecak Top Shopu z czarnymi wstawkami, natomiast na weekend w mieście wybrałabym biały skórzany plecak Asos z metalową klapą (boski!). O tym, czy noszenie plecaka na plecach jest praktyczne w warunkach miejskich na chwilę zapomnijmy ;-)! Popatrzcie na zdjęcia poniżej i podzielcie się waszymi pierwszymi wrażeniami – plecaki są fajne czy zupełnie nie dla was, Drodzy Czytelnicy ;-)? Mnie trochę urzekły!
foto: style.com, vogue.com, leeoliveira
blogger crush| sara strand
Kolejna bohaterka cyklu „blogger crush”, która udowadnia, że dobra baza w garderobie to podstawa! Przed wami, Drodzy Czytelnicy, Sara Strand – 22-letnia studentka reklamy, copywriter’ka, freelancer’ka, a także fanka prostych stylizacji i klasycznych krojów. Na jej bloga trafiłam przypadkiem przez Pinteresta, gdzie z pomocą Alexandry (dzięki!) dowiedziałam się o jej stronie i jak to zwykle bywa – zatopiłam się na całego (wertując archiwum bloga do samego końca). Jeśli tak jak ja lubicie minimalizm, czerń, nonszalancję – styl Sary powinien przypaść wam do gustu. Podoba mi się tu fakt, że Sara (tak jak kilka innych zagranicznych bloggerek) nie boi się pokazywać kilka razy w tych samych jeansach, z tą samą torbą z Zary czy neonowym naszyjnikiem (którego tutorial znajduje się na blogu) – mam wrażenie, że właśnie tak ubiera się na zajęcia, spotkania z koleżankami czy eventy. Podkreślam to jak jakąś mantrę, ale naprawdę mam wrażenie, że wśród setek milionów blogów tylko część z nich jest „prawdziwa”, nie na pokaz i bynajmniej nie dla pieniędzy/giftów. Na blogu Sary znajdziecie także fajne kolaże z wybranymi ciuchami/dodatkami, indywidualne zdjęcia ulubionych produktów oraz całą masę zdjęć ze spotkań prasowych i norweskich showroom’ów (czy tylko mi się zdaje, że H&M w innych krajach jest o wiele fajniejszy ;-)?). Polecam! A jakie są wasze ostatnie odkrycia ;-)?
interior| charismatic swedish apartment
Być może powiecie, że jestem nieco monotonna jeśli chodzi o wnętrza – białe ściany, duże okna, kolorowe dodatki… Cóż! Szwedzkie wnętrza doskonale łączą w sobie świeżość z ponadczasowością. Przed wami, Drodzy Czytelnicy, kolejny prawdziwy skarb i źródło inspiracji, 125m. apartament, który z chęcią przeniosłabym do warszawskiego bloku! Pierwszą rzeczą, która przyciąga w nim uwagę jest to, co kocham w tego typu wnętrzach najbardziej – zestawienie wynalezionych na targach i odnowionych starych mebli z przełomu wieku, z nowoczesnymi akcentami. Wszystko jest oczywiście wplecione do charakterystycznej białej przestrzeni, gdzie starannie dobrane dodatki w czarnych i soczystych kolorach sprawiają, że wnętrze jest zarówno dynamiczne i jednocześnie przytulne. Co zatem warto zanotować szykując własny apartament w takim stylu? Tu i ówdzie pojawiają się wyselekcjonowane dzieła sztuki, obowiązkowo fajne plakaty na ścianach, różnorodne ramki (niekoniecznie z własnymi zdjęciami ale ciekawymi grafikami) oraz miękkie dywany (najlepiej w kontrastujących barwach). Podoba mi się fakt, że w mieszkaniu nie ma zbędnych drobiazgów, najważniejsze rzeczy/bibeloty zostały umieszczone na półkach, reszta albo nie istnieje, albo jest dyskretnie schowana do szafek. Uroczy akcent w postaci podwójnych drzwi ozdobionych prostymi lampkami dopełnia to cudowne wnętrze. Jesteście tak samo zauroczeni jak ja, czy może wolicie nieco inne klimaty ;-)? Piszcie – chętnie poszukam czegoś w waszym stylu!
foto: bolaget
wishlist| sportowe koturny ash
Moda na sportowe koturny zawojowała ulice i blogi szafiarskie/modowe. Przyznam wam, Drodzy Czytelnicy, że na początku nie należałam do grona ich fanek, jednak kiedy ujrzałam poniższe buty Ash – od razu zapragnęłam stać się ich właścicielką ;-)! Markę Ash z pewnością część z was doskonale kojarzy – to właśnie ich pastelowe koturny w stylu trampek coraz częściej widnieją w sesjach zdjęciowych czy popularnych zestawieniach w magazynach i na portalach modowych. Podobno zyskały już status kultowych ;-)! Czy tak jest, nie wiem. Wiem natomiast, że obecnie właściwie każda popularna marka czy sieciówka posiada w swojej ofercie różne rodzaje takiego modelu – wyższe, niższe, z rzepami, dżetami, wiązane, jednobarwne, kolorowe. Świat oszalał na ich punkcie, a przynajmniej jakaś jego część, bowiem ten dość ekscentryczny trend ma chyba tyle samo zwolenników, co przeciwników. Mnie się podobają coraz bardziej i gdybym miała takie w swojej szafie, nosiłabym je właśnie tak, jak na zdjęciu poniżej. A jak jest z wami ;-)? Jesteście zauroczeni czy raczej wolicie klasyczne trampki/koturny (nie łączyć jednego z drugim ;-))?
Zestaw zawiera:
1. Cardigan z jedwabnym tyłem, Girl by Band of Outsiders.
2. Skórzane trampki wysokie, Ash.
3. Multikolorowy naszyjnik z pomponem, Bimba & Lola.
4. Luźne jeansy z dziurami, Everit Kick Jeans.
5. Torebka Usta, Lulu Guinnes.
foto: spartoo.pl
trend report| w poszukiwaniu skórzanej ramoneski
Pamiętacie Drodzy Czytelnicy, gdy jakiś czas temu zapewniałam i was – i siebie – o rozsądnym podejściu do zakupów? Otóż plan się nie zmienił, podejście jakie było, takie zostało. Wraz z nadejściem wiosny (a może powinnam powiedzieć gorącego lata) w końcu przyszedł czas na realizację strategicznego planu. Nie będzie to jednak plan doskonały, do łatwych również nie będzie należeć. Bo niby jak szukać „bazy” i „konkretów”, gdy wieszaki w sklepach uginają się pastelowych i kwiecistych ubrań ;-)? Ale nie jest to też plan na miesiąc, a raczej nowe spojrzenie na własną garderobę, które należy kiedyś zacząć i utrzymywać ten stan latami. Pamiętacie może książkę Niny Garcii „Klasyczna Setka czyli co powinna mieć w szafie każda kobieta z klas”? Nie miałam okazji przeczytać jej w całości, ale ostatnio zajrzałam do niej na chwilę w poszukiwaniu sprawdzonych patentów i modowych wskazówek. Dobrze skrojony żakiet, biała koszula, mała czarna, jeansy, bawełniany t-shirt, kobiece szpilki itd. Wszyscy doskonale znamy TĄ listę. Ale jak wiele z nas faktycznie może pochwalić się doskonałą „bazą”? Ja na pewno nie (stąd właśnie ten plan)! Brakuje mi wielu podstawowych ubrań, których poszukiwania rozwlekają się w czasie bo nigdy też nie robiłam zakupów z konkretnej potrzeby, tylko dla samej czynności robienia zakupów, zajrzenia do sklepu, przymierzania – co było w miarę ok, brałam. Rzadko też zdarza mi się kupić coś, co teoretycznie nie jest mi TERAZ potrzebne – raz się udało, był to klasyczny czarny żakiet, a więc mogę go teraz odhaczyć z listy „must have’ów”. W rezultacie wieszak w sypialni jest zapełniony, a ja codziennie rano mam wrażenie, że nie mam co na siebie włożyć (znacie to ;-)?). Wracając to bazy. Wśród tych wszystkich niezbędnych elementów idealnej garderoby jest jedna rzecz, która wyjątkowo spędza mi sen z powiek (dosłownie), a jest nią skórzana kurtka/ramoneska. Rockowa, z dżetami, fasonem przypominająca elegancki żakiet – co sezon możemy znaleźć dziesiątki nowych modeli w równie szerokiej liczbie kolorów. Wiosenne, pastelowe odcienie są zupełnie nie dla mnie, stawiam na czarną klasykę. I co? Szukam, szukam szukam. Przyznam wam, Drodzy Czytelnicy, że trochę się już tymi poszukiwaniami zmęczyłam, ale jestem nieugięta – muszę ją mieć, muszę odhaczyć ;-)! Gdy oglądam blogi street style’owe co chwilę trafiam na fajną stylizację z ramoneską w roli głównej. Zazwyczaj rozpięta, raz wygląda nonszalancko i na luzie, innym razem jest elegancka i sexy. Nie mam pojęcia czy to kwestia mojej niewymiarowej figury, ale każdy model który przymierzam jest albo za duży w ramionach (z dopasowanymi rękawami i talią) albo dobry na górze, ale nie mam zupełnych szans na zapięcie się w biuście, nie wspominając o za długich rękawach. Być może powinnam to olać i kupić tą, która dobrze leży i się nie zapina, w końcu mało kto właśnie tak ją nosi (co widać choćby na poniższych zdjęciach). Ale czy jest sens kupowania kurtki za 600-1000zł, która się nie zapina? Nie wiem, jak uważacie? A może macie podobne doświadczenia i służycie jakąś dobrą radą? No i na koniec najważniejsze pytanie – ilu z was ma już skórzaną ramoneskę w swojej szafie ;-)?
foto: jak&jil, fashionising, afterDRK, who what wear, grazia.it, stockholm streetstyle, aloveisblind
wydarzenia| zimowy powiew wiosny w łodzi
Wiosna w pełni, a moda jak zawsze żyje już zimą ;-)! Tak tak, kolejny łódzki FashionPhilosophy Fashion Week Poland właśnie się skończył. Wrażeń co niemiara, trudno zebrać myśli i zabrać się od razu do pracy i pełnych opisów jesiennych kolekcji (zwłaszcza, że za oknem takie piękne słońce) ;-)! Dlatego na początek małe podsumowanie i ogólne odczucia, które towarzyszyły mi przez cały weekend. Zaczynamy? Trzy wspaniałe dni, 11 pokazów, jedna impreza, dziesiątki zdjęć w Instagramie, pięć zestawów sushi (nie sądziłam, że kiedyś to powiem – ale mam chwilowo dość ;-)) i co najważniejsze – niezliczona ilość rozmów o modzie i nie tylko! Jak to mówią – w doborowym towarzystwie czas płynie i szybko i pięknie! Potwierdzam! Ale pozytywne wrażenia to także duża zasługa organizatorów imprezy – sprawna koordynacja, większość pokazów odbyła się o czasie, żadnych problemów z miejscami (był nawet pierwszy rząd, ha!) i w końcu wszystko w jednym miejscu (dokładnie rok wcześniej trochę trzeba było się nabiegać, co albo skutkowało spóźnieniem się na pokaz, albo brakiem jedzenia przez cały dzień). Z wejściówką „Media” udało mi się także zajrzeć kilka razy za kulisy, które żyją swoim osobnym rytmem – jest trochę tak jak na dokumentach czy FTV: biegające modelki, stosy butów na podłodze, wieszaki z kolekcjami, make up’istki pracujące na okrągło, dziennikarze biegający z dyktafonami i gdzieniegdzie szwendające się „zaciekawione” bloggerki ;-)! I choć nie udało się dotknąć i obejrzeć z bliska niektórych upatrzonych na wybiegu ubrań, to lista jesienno-zimowych „must have” rośnie wraz z przeglądaniem kolejnych zdjęć z pokazów. Zachwycająca kolekcja Michała Szulca należała do jednej z moich ulubionych – nie tylko za proste kroje i zabawę formą (niektóre propozycje bardzo w stylu COS-a, a więc zrozumiałe), ale również za piękne odcienie zieleni i kobaltu (bądź co bądź, polska jesień to nadal szara i beżowa jesień). Bordowo-różowy żakiet od Piotra Drzała po prostu musi być mój, podobnie jak i beżowo-cekinowy płaszcz wspomnianego wyżej Michała Szulca. Wśród pokazanych kolekcji mogliśmy zaobserwować różne wersje modnego ostatnio trendu na asymetrię – krótsze z przodu i dłuższe z tyłu bluzki/tuniki pokazali m.in. Nenukko, MMC Studio Design i Ewelina Klimczak. Podobnie jest w przypadku pikowanych wstawek, które zdobiły już nie tylko jesienne kurtki i płaszcze, ale również świetne kamizelki i bluzy. Zdecydowanie zabrakło mi w tych kolekcjach moich ulubionych wzorów – oprócz zaledwie kilku propozycji u Michała Szulca i Agaty Wojtkiewicz (u której printy nawiązywały do testów psychologicznych Rorschacha) w większości mogliśmy podziwiać jednobarwne materiały. Na szczęście w kolekcjach znajdziemy też sporo klasycznej i uniwersalnej czerni, także pozostaję nadal zadowolona z twardym postanowieniem oszczędzania ;-)! Przyznam wam Drodzy Czytelnicy, że trzy dni minęły jak w oka mgnieniu. Pozostało natomiast dużo pozytywnej energii, fajne nowe znajomości i pewne postanowienia – więcej polskiej mody w mojej szafie ;-)! A jak wasze wrażenia?
Świetne czarno-białe wzory| Beż, czerń i cekiny| Michał Szulc
Kobieca klasyka| Tomaotomo by Tomasz Olejniczak
Za kulisami| Po pokazie Nenukko (świetne doczepiane grzywki wh Jaga Hupało)
Sportowy szyk i włóczka już dawno tak nie zachwycały| Berenika Czarnota
Falbany, falbanki, falbaneczki| Bizuu
foto: by me
new in| spring favorites
Kwiecień plecień, bo przeplata… Coś jest w tym starym przysłowiu, bo wiosna póki co zaskakuje nas tylko i wyłącznie zmiennym nastrojem. Niemniej jednak przygotowania do wiosny warto poczynić, a te zawsze zaczynam od zmiany kosmetyków ;-)! Wiosną lubię się czuć bardziej naturalnie i lekko, dlatego pierwszym punktem na liście „must have’ów” jest zawsze nowy puder/podkład. W tym sezonie przyznam, że uległam nieco reklamie z piękną JAC, która po raz kolejny została twarzą Chanel – i tak skusiłam się na podkład w kompakcie Chanel Vitalumiere Aqua Cream. To mój pierwszy kompakt w życiu, do tej pory używałam pudrów mineralnych (polecam ten od Clinique i Smashxbox), ale po zimie moja skóra wyglądała na przesuszoną więc szukałam czegoś o aksamitnej i kremowej konsystencji. Nie zawiodłam się! Chanel Vitalumiere to świetny produkt, który dodaje twarzy blasku, nawilża i przy okazji kryje drobne niedoskonałości. Zamiłowanie do kremowego makijażu szybko przeniosło się na polecony przez makijażystkę róż Bobbi Brown i cienie Make Up Forever – tych ostatnich nie zmienię za nic w świecie, gdyż świetnie rozprowadzają się na powiece i nie załamują w kącikach oczu. Jako fanka „świetlistego” makijażu wybrałam perłowe odcienie beżu i różu/brzoskwini, z chęcią przygarnęłabym jeszcze jakiś koralowy kolor na lato ;-)! Wiosenne klimaty wprowadziłam też do „szkatułki” z biżuterią – nad sznurkową bransoletką od Sabriny Dehoff zastanawiałam się ponad rok czasu, zawsze gdy odwiedzałam Blind Concept Store przymierzałam ją na nadgarstek, jednak początkowa cena była nie do przejścia (niecałe 800zł)! Ale cierpliwość popłaca… bo w końcu to bordowe cudo ze srebrnymi kryształkami zostało konkretnie przecenione i już nie mogłam się dalej wahać ;-)! Jako że znaczna część mojej szafy oscyluje wokół czerni i granatu, postanowiłam wprowadzić wiosenne kolory właśnie do dodatków! Na koniec kropla ulubionego ostatnio zapachu „Valentina” i jestem gotowa! A wy, Drodzy Czytelnicy, jak rozpoczęliście swoje przygotowania do wiosny?
Wiosenne przygotowania:
1. Chanel Vitalumiere Aqua Cream Compact.
2. Bobbi Brown Pot Rouge do ust i policzków.
3. Bobbi Brown Shimmer Wash Eye Shadow.
4. Make Up Forever Aqua Cream (13 Warm Beige, 16 Pink Beige).
5. Perfumy Valentino „Valentina”.
6. Bransoletka z kryształkami, Sabrina Dehoff.
7. Bordowa torebka, Massimo Dutti.


















































